czwartek, 2 lipca 2015

Death Note

Wszystko zaczęło się niby standardowo… Można tak powiedzieć. Mieliśmy grać razem w jednym musicalu, i to właśnie na próbie Cię poznałem. Miałeś wtedy niebieskie włosy, ale na potrzebę musicalu przefarbowali Ci je na brązowo. Niby to spotkanie było jak każde inne, ale kiedy zobaczyłem twój uśmiech i błysk w twoich oczach coś mnie tknęło. Spędzaliśmy ze sobą naprawdę wiele czasu bo obaj graliśmy główne role, byliśmy swoimi przeciwnikami. L i Kira. Przygotowanie musicalu wymagało od nas skupienia i dania a siebie stu procent, niestety mi to nie wychodziło, ze względu na twoją obecność. Myślałem że im więcej czasu będę spędzał z tobą to jakoś mi się uda przywyknąć do twojej obecności. Myliłem się. Dokładnie obserwowałem każdy twój ruch, słyszałem kiedy głos drży Ci przy wyciąganiu wysokich nut, mi to nie sprawiało żadnego problemu. Ciężko mi było odmówić, kiedy poprosiłeś mnie o pomoc przy piosence. Niby byłeś jednym z najsilniejszych głosów w k popie, jednak w musicalu szło Ci kiepsko i nikt tego nie ukrywał, sam doskonale o tym wiedziałeś. Godzinami potrafiliśmy siedzieć w studio i trenować, a następnego dnia nasze struny głosowe prosiły o odpoczynek, ale to nie było dla nas ważne. Obaj cieszyliśmy się, że możemy spędzić razem czas. Widziałem twój uśmiech kiedy na mnie patrzyłeś. Wtedy miałem wrażenie, że to tylko przyjacielski uśmiech. Teraz wiem, jak bardzo się wtedy myliłem. Każde wspomnienie o tobie przyprawia mnie o dreszcze na całym ciele. Każda chwila spędzona z Tobą była dla mnie na wagę złota. Co z tego, że jako główne postacie mieliśmy od cholery roboty z tym musicalem, czułem się doskonale w roli Kiry, mieliśmy na scenie swoją własną wojnę, w życiu też czasami tak było. Kiedy wychodziliśmy razem, kłóciliśmy się o to co zjeść, ale to sprawiało, że się uśmiechałem. Nigdy nie zdarzyło nam się poważnie pokłócić, to nie było w naszym stylu. W trakcie trzeciego miesiąca przygotowań do musicalu zasnąłeś w studio nagraniowym, nie dziwiło mnie to wcale, sam też byłem zmęczony jak cholera. Zasnąłeś na kanapie a ja zrobiłem wszystko żeby zapewnić Ci chociaż poduszkę i jakiś koc. Sam, zmęczony nadmierną pracą zasnąłem na podłodze. Rano obudziłem się na kanapie, przykryty kocem, w twoich objęciach. Czułem twoje ręce na swoim ciele i od samych wyobrażeń do czego twoje ręce mogą być zdolne zrobiło mi się gorąco. Wtedy już wiedziałem, że nie traktuje Cię już jak brata czy przyjaciela, stałeś mi się kimś dużo bliższym. Ukrywałem to dość długo, w piątym i szóstym miesiącu mimo wciąż rosnącej ilości zadań starałem się trzymać od Ciebie jak najdalej. Widziałem, jak radość znika z twoich oczu a uśmiech z twoich ust. Było mi z tym źle, wiedziałem, że moje postępowanie Cię unieszczęśliwia, obaj byliśmy nieszczęśliwi jak cholera, miałem wrażenie że obaj z innego powodu. W dzień premiery złapałeś mnie za rękę i wprowadziłeś do rekwizytorni po czym przyparłeś do ściany i pocałowałeś. Nie ukrywam, to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Kiedy odsunąłeś się ode mnie popatrzyłem Ci w oczy, znów widziałem w nich ten sam blask który widziałem w dniu w którym się poznaliśmy. Jednak w twoich oczach wtedy było coś więcej niż radość. Radość mieszała się z pożądaniem, widziałem to doskonale. Mieliśmy jeszcze trochę czasu do momentu aż musical się zacznie, jednak odmówiłeś. „Później” powiedziałeś tylko i znów mnie pocałowałeś. Nie wiedziałem jak powinienem to interpretować, co się do cholery wtedy z nami działo? Kiedy premiera się skończyła odmówiłeś wzięcia udziału w after party tłumacząc, że źle się czujesz. Poprosiłeś mnie wtedy żebym odwiózł Cię do domu. Nie mogłem Ci odmówić, pomimo tego, że wciąż nie wiedziałem co jest grane. Wsiedliśmy do twojego samochodu, oczywiście ja prowadziłem dla uwiarygodnienia twojej wersji. Przez pół drogi do twojego domu milczałeś. Nie wiedziałem co powinienem powiedzieć. Nie jesteśmy już Kirą i L’em, nie prowadzimy walki. Jesteśmy sobą. Kwang i Junsu. „Kwang” szepnąłeś kiedy nagle odzyskałeś głos. Moje imię wypowiedziane z twoich ust brzmiało tak pięknie… Dopiero wtedy zacząłem to zauważać. „Nie umiem mówić o swoich uczuciach, nie wiem co się ze mną dzieje, ale wiem jedno. Nie jesteś moim przyjacielem ani bratem”. Zabolało. Jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce. Później znów przez chwilę milczałeś. „Dlaczego tak nagle się ode mnie odsunąłeś?” zapytałeś patrząc na mnie. Miałem nadzieję, że tego nie zauważysz, jednak zawsze miałeś talent do widzenia pewnych różnic, w moim zachowaniu, tonie głosu. To mnie zgubiło, zbyt długo trzymałem Cię przy sobie, co sprawiało mi cholerną radość a zarazem bolało tak, jakby ktoś wbijał mi miliony małych igieł w serce.
„To proste Jun, ty też nie jesteś dla mnie ani bratem, ani przyjacielem” odpowiedziałem. Obaj mieliśmy cholerne problemy z mówieniem o swoich uczuciach, i to ty zrobiłeś krok w stronę lepszego jutra. Dla nas obu. „W takim razie kim dla Ciebie jestem?”, Milczałem, nie chciałem byś poznał moje uczucia, i tak zbyt wiele dla mnie znaczyłeś i zbyt wiele o mnie wiedziałeś. Odbiłem piłeczkę i zapytałem o to samo. Uśmiechnąłeś się. Takiego twojego uśmiechu jeszcze nigdy nie widziałem. „Jesteś dla mnie kimś więcej. Jestem w stanie oddać dla Ciebie życie Kwang. Z jednego powodu.” Znów zamilkłeś. Nienawidziłem w tobie właśnie tego że nie potrafiłeś dokończyć swojej wypowiedzi na jednym wdechu. Gdy jednak zabrałeś ponownie głos, nie wiedziałem co mam powiedzieć, poczułem, że serce mi przyspiesza o oddech staje się niebezpiecznie płytki.
„Dlatego że Cię kocham”
Zatrzymałem samochód na poboczu i przyciągnąłem Cię do siebie po czym brutalnie pocałowałem. Marzyłem o tym, żeby znów poczuć smak twoich ust. Nie potrzebowaliśmy słów, zawsze rozumieliśmy się bez nich. Wtedy właśnie my obaj mieliśmy swoją drugą premierę, jednak najważniejszą w naszych życiach. Później bywało między nami różnie, każdy z nas miał swoje obowiązki , mieliśmy dla siebie tak mało czasu. Wtedy właśnie podjęliśmy decyzję o zamieszkaniu razem. To było jakieś trzy miesiące po premierze. Gdy już wprowadziłeś się do mnie zaczęły namnażać się kłótnie. Chodziło w nich o bzdury ale przyjmowałem je za bardzo do siebie. Radziliśmy sobie ze wszystkim, z naszymi obowiązkami, naszym związkiem, czasami brakiem czasu. Uwielbiałem nasze wspólne wieczory kiedy wiedzieliśmy wtuleni w siebie oglądając kolejny film z twojej pokaźnej biblioteki. Kilka miesięcy po tym jak się wprowadziłeś, zacząłem zauważać że z każdym dniem słabniesz, nasze wieczory nie wyglądały tak jak dawniej, byłeś coraz bardziej blady i zmęczony. Kiedy pytałem co się dzieje, zbywałeś mnie mówiąc że to nic takiego i że niedługo Ci przejdzie, albo że masz za dużo na głowie i potrzebujesz odpoczynku. Martwiłem się o Ciebie, a ty udawałeś że nic Ci nie jest.


Nie miałeś racji Junsu, skoro nic Ci nie jest to dlaczego teraz klęczę przed twoim grobem starając się opanować łzy które strumieniami lecą mi po policzku. Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! Przecież doskonale wiedziałeś że mogliśmy przejść przez to razem, przecież wiesz, że zawsze bym Cię wspierał! Teraz nie zobaczę już twojego uśmiechu, nie zobaczę błysku w twoich oczach, nie poczuję twojego uśmiechu, nie usłyszę gdy mówisz mi „dobranoc” i śpiewasz mi starą koreańską kołysankę do snu. Nie poczuję, jak mnie przytulasz gdy mam koszmary, nie usłyszę „Kochanie, to tylko zły sen”. Death Note zabił osobę, którą naprawdę kochałem. Dlaczego wpisałem twoje nazwisko zanim zakochałem się w Tobie? Kira i L już nigdy się nie spotkają.