niedziela, 13 kwietnia 2014

Machine



Dni w dormie Exo mijały spokojnie. Mimo natłoku treningów i koncertów mieliśmy czas dla siebie, niewiele, ale zawsze. Dla mojej przyjaciółki Yoku, było to stanowczo za mało, narzekała, że ona nie może w spokoju zająć się sobą no bo Kai ciągle ją gdzieś ciągnie, a to wieczorny spacer, a to do Sali treningowej niby potańczyć, niby się powygłupiać. Moja przyjaciółka nie widziała w tym nic nadzwyczajnego, komentowała to tylko jednym zdaniem „Jest naprawdę dobrym przyjacielem”. Gdyby ona zauważała to, jak Kai się na nią patrzy, to jak stara się zawsze być blisko niej, ale przecież nieeee, bo to zwykły przyjaciel, że nic więcej i w ogóle po co ja zaczynam pewne tematy. Tymi tematami było to, co by było gdyby Kai poprosił ją o chodzenie, i to czy Yoku traktuje go tylko jak przyjaciela, na to drugie nigdy nie usłyszałam odpowiedzi, ale za długo ją znałam, mogłam sobie dopowiedzieć.
Była sobota, późny wieczór, na dworze zimno jak cholera, a w połowie drogi do dormu zepsuł się samochód.
-Cholera jasna – mruknął Sehun. Dzisiaj miał gorszy dzień, i nic nie było w stanie go rozbawić, nawet yehet.
-Zadzwonię po mechanika – powiedział Suho wyciągając telefon z kieszeni.
-Zostaw – Kai wysiadł z vana i zdjął z siebie kurtkę zostając w samym podkoszulku. Oczy Yoku od razu się na niego zwróciły, zachichotałam cicho, ale nawet nie chciałam tego komentować, bo pewnie dostałabym po głowie od mojej unni albo jeszcze gorzej.
-Co ty chcesz zrobić? – zapytał Xiumin
-Naprawię go, to żaden problem, tylko muszę wiedzieć co się zepsuło. – odparł Kai z uśmiechem, tak tym swoim standardowym uśmiechem, którym podbijał serca milionów fanek na całym świecie, gdyby na marsie istniało życie, to obcy też byliby zakochani w Kaiu, taki jego urok.
-Kris, wyciągnij z bagażnika narzędzia – poprosił Kai otwierając maskę samochodu z której ulotnił się dym.
-Albo akumulator, albo świeca do wymiany – powiedział niby do siebie, niby do nas.
-Jeśli to akumulator, to potrzebna będzie pomoc drogowa, bo przecież nie mamy prostownika, a nawet gdybyśmy mieli to nie mamy jak podłączyć go do prądu, a jeśli to świeca, to wystarczy odkręcić kilka części i wymienić świecę. – powiedział Kai do Suho, który kiwnął tylko głową.

Zmiana narratora, opowiada Yoku. (Wybacz, musiałam to zrobić)
Wszystko było dobrze, dopóki nie zepsuł się samochód, Suho chciał wzywać pomoc drogową, ale Kai stwierdził, że sam może to naprawić. So so.
Stałam koło samochodu i obserwowałam poczynania mojego przyjaciela. Widać było, że chłopak zna się na rzeczy, już po kilku minutach obstawił dwie rzeczy jakie mogły stać się z samochodem. Całkiem szybko mu to poszło, i widać było, że zna się na rzeczy, bo przecież byle kto nie potrafi popatrzeć na silnik samochodu i od razu powiedzieć co się dzieje, chyba, że jest mechanikiem. Patrzyłam z niemałym zainteresowaniem jak Kai odkręca te wszystkie części silnika, ja się na tym nie znałam, bo wcześniej nie było mi to potrzebne, ale sama świadomość, że mój przyjaciel umie naprawiać samochody, była interesująca. Byłam opanowana, do czasu gdy Kai nie zdjął koszulki. Stwierdził, że mu gorąco. My wszyscy staliśmy opatuleni kurtkami, szalikami a on nie dość, że bez kurtki, to jeszcze bez koszulki.
Odwróciłam wzrok, i nagle uświadomiłam sobie, że przecież Kai od zawsze mi się podobał, a gdy z nim przebywam jestem bardziej szczęśliwa niż zwykle.
-Lee Hime! – krzyknęłam chcąc przerwać mojej przyjaciółce i Chanyeolowi pocałunek, co mi się oczywiście udało.
-Ne Unni? – zapytała patrząc na mnie zdezorientowana.
-Przejdźmy się, noc jest taka piękna, zapalimy, porozmawiamy – odpowiedziałam patrząc na przyjaciółkę.
-Rozumiem – powiedziała z lekkim uśmiechem, co ja gadam, z bananem na twarzy. Ona znała mnie najlepiej, potrafiła z mojego wyrazu twarzy wyczytać czy coś się dzieje, czy jest wszystko ok. Gdy byłyśmy w bezpiecznej odległości od reszty, odpaliłam papierosa i popatrzyłam w górę.
-Chyba masz rację Hime, jestem w nim po uszy zakochana – powiedziałam prosto z mostu.
-Wiem, widać to po tobie, najzabawniejsze jest to, że ty nie zauważasz, jak on patrzy na Ciebie, a on nie zauważa jak ty patrzysz na niego – odpowiedziała odpalając papierosa.
-Tylko wiesz, to nie jest takie proste – powiedziałam zerkając na nią. Jej twarz wyrażała niezrozumienie moich słów.
-Jak to? Nie rozumiem, on za tobą szaleje, ty mówisz, że jesteś w nim po uszy zakochana, więc co za problem? – zapytała.
-Fani – odparłam krótko i zwięźle, na co moja przyjaciółka zaczęła się śmiać.
-Kochana, przecież doskonale wiesz, że ja też bałam się o to, co pomyślą fani, czy sasaengi przypadkiem nie zaczną mi grozić, ale wszystko się ułożyło, poza tym, Chanyeol powtarzał, że nie mam się czym przejmować, bo zawsze będzie przy mnie, nieważne co by się działo, on i tak sobie nie odpuści – i tak właśnie moja przyjaciółka Hime poprawiła mi humor, teraz tylko czekać aż Kai naprawi samochód i można jechać do domu, w głowie miałam już ułożony pewien plan i miałam cichą nadzieje, że wszystko wyjdzie tak jakbym tego chciała.

Powrót do poprzedniej narracji.
Kai naprawił samochód w niecałą godzinę, tak jak obstawiał, była to świeca, więc nie było najmniejszego problemu z wymienieniem ją. Gdy już samochód był naprawiony, wsiedliśmy do niego i ruszyliśmy dalej w drogę powrotną. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie, może ze względu na to, że mieliśmy dzisiaj tyle na głowie plus jeszcze zepsuty samochód. Gdy dojechaliśmy do domu, byłam szczęśliwa, a jedyne o czym marzyłam, to gorąca kąpiel i łóżko, nie ukrywam, że troche zmarzłam. Wszyscy wysiedliśmy z samochodu, do domu weszliśmy prawie wszyscy, tylko Kai i Yoku zostali. Zastanawiałam się co moja przyjaciółka zamierza zrobić, powiedzieć mu wprost, czy będzie go dalej zwodzić i udawać, że nic się nie dzieje. Gdy wszyscy byliśmy już wykąpani i przebrani w piżamy usiedliśmy w salonie. Tylko Kai’a i Yoku jak nie było tak nie ma. Popatrzyłam przez okno, siedzieli w ogrodzie na huśtawkach, rozmawiali się, śmiali. Jak para zakochanych. Mieli na to czas, na całe szczęście jutro mieliśmy wolne więc mogliśmy odpocząć i pospać dłużej niż zawsze. Zawsze zakładałyśmy, że wszystkie zespoły ciężko pracują by osiągnąć to co mają, ale nie wiedziałyśmy, że aż tak ciężko. Dopóki nie wstąpiłyśmy w szeregi EXO nie przekonałyśmy się, czym jest prawdziwy wysiłek. Ciągłe próby, nowe piosenki, treningi taneczne, koncerty, nagrania w radio, spotkania z fanami… Było ciężko, ale nie narzekałyśmy bo wiedziałyśmy, że wiele dziewczyn chciałoby być na naszym miejscu. Cała nasza czwórka była oczkami w głowach EXO, a szczególnie Suho, który zachowywał się jak ojciec bądź matka i opiekował się nami nawet gdy nie było takiej potrzeby. Uwielbiałam ich, nas dorm, treningi, koncerty i spotkania z fanami, to mnie uszczęśliwiało, ale nie tylko to. Była jeszcze jedna osoba dzięki której byłam szczęśliwa. Chanyeol. Mój najwspanialszy chłopak. Dzięki niemu stałam się o wiele silniejsza niż byłam, dzięki niemu wiedziałam co to miłość. Czekałam tylko na to, aż moje przyjaciółki w końcu dostrzegą to, że ktoś je kocha. Siedziałam sobie na kanapie w salonie otulona kocem z kubkiem herbaty. Minęło już sporo czasu od kiedy wróciliśmy do domu, dochodziła druga, więc większość leżała już w łóżkach i spała, a ja jak głupia czekałam na moją unni i zastanawiałam się czy im do cholery nie jest na tym dworze zimno. Z godziny na godzinę temperatura spadała, ale przecież nie będę ich na siłę wciągać do domu bo to nie ma sensu, skoro chcą razem posiedzieć, mam tylko nadzieję, że nie zmarzną. Gdzieś, kilka minut po trzeciej Yoku i Kai weszli do domu. Chłopak od razu udał się na górę, a moja przyjaciółka usiadła koło mnie, co z tego, że oczy same mi się zamykały, przecież nikt nie kazał mi na nich czekać, ewentualnie będę spać najdłużej z nich wszystkich, może jakoś odeśpię.
-Himeeeee – powiedziała Yoku patrząc na mnie.
-Unni, chcę spać – mruknęłam sennie ledwo otwierając oczy by na nią popatrzeć.
-Himeeeeeeee – powtórzyła potrząsając mną lekko. Wywróciłam oczami i usiadłam na kanapie, no tak, wcześniej na niej leżałam.
-Co? – odpowiedziałam patrząc na nią. Jeśli jutro będę chamska, zmęczona, wkurzająca i nie do życia, to zabijcie Yoku, to jej wina…
-Chciałam Ci podziękować – powiedziała z uśmiechem, mój mózg był już wyłączony, więc nie bardzo wiedziałam o co jej chodzi.
-Za co? – mruknęłam przecierając wciąż zaspane oczy
-Za to co mi powiedziałaś. Miałaś rację. Ja i Kai jesteśmy razem – powiedziała z uśmiechem.
To mnie momentalnie obudziło, co z tego, że praktycznie spałam, po męczącym dniu, moja przyjaciółka była ważniejsza od wszystkiego. Przytuliłam ją i uśmiechnęłam się jak głupia.
-Wiedziałam, że tak będzie, wiedziałam! Mówiłam Ci! – o mało co nie krzyczałam z radości, ale musiałam się opanować, bo przecież nie chciałam obudzić reszty zespołu, nie chciałam, żeby mnie zabili.
-Mówiłaś – powiedziała ściskając mnie jak jakiegoś misia. O mało co mnie nie udusiła.
-Zaraz mi dziewczynę udusisz – powiedział Chanyeol schodząc po schodach. Yoku momentalnie mnie puściła i zostawiła nas samych. Chanyeol wziął mnie na ręce i zaniósł do naszego pokoju.
-Nie powinnaś tyle siedzieć i czekać, Yoku mogła Ci rano powiedzieć, jak wygląda sytuacja – powiedział Chanyeol stawiając mnie na podłogę.
-Masz rację, ale wyobraź sobie, że Suho ma pewien problem, z którym sobie nie radzi, wychodzi gdzieś z domu i nie ma go, znika bez śladu, nie odbiera telefonu, a ty wiesz, że nie możesz mu pomóc nawet jeśli bardzo byś tego chciał. – odparłam
-Ale to nie to samo – mruknął zmęczony Chanyeol
-Martwiłbyś się o Suho? – zapytałam
-Oczywiście – odpowiedział bez zastanowienia.
-No właśnie, w obu przypadkach jest to troska o przyjaciela, więc wychodzi na to samo. A teraz idź spać – powiedziałam i położyłam się na łóżku.
Chwilę później już spałam. Miałam nadzieję, że następnego dnia uda mi się wyciągnąć z Yoku jak to się stało, że w końcu ona i Kai są razem.