niedziela, 19 maja 2013

Just Take My Hand.

One Shot dedykowany Krisu i po części mojej przyjaciółce Yoku ponieważ siedząc po mojej lewej stronie pomagała mi go pisać, i ganiała mnie, żebym tylko go skończyła. One shot podoba mi się jak niewiele rzeczy które piszę. Zapraszam do czytania.
Czy ja naprawdę wymagam od życia za wiele? Ja po prostu chciałbym być kochany, chciałbym, żeby ktoś po prostu mnie przytulił i powiedział mi jak bardzo mnie kocha. Niestety w moim przypadku jest to niemożliwe, chyba, że… Nie, jednak jest to niemożliwe. Dlaczego ludzie tak ze mnie szydzą? Co złego jest w tym, że kocha się tą samą płeć? A raczej chciało by się kochać? Puste uliczki Pekinu… Tutaj zawsze tak jest wieczorami, zawsze kiedy wychodzę na spacer. W dzień niestety nie mogę się publicznie pokazywać. W Pekinie jestem za bardzo znany… Przynajmniej tak to można ująć. Ludzie ze mnie szydzą, wytykają mnie palcami mówiąc „Patrzcie, idzie ten pedał”. A wszystko to przez ludzi w szkole. Gdyby nie jeden z najpopularniejszych chłopaków w szkole… Gdyby nie to że się za mną wstawił. Pamiętam to jak dzisiaj. Mieliśmy mieć lekcje wf-u. Z radiowęzła poleciała znów wiązanka wyzwisk w moją stronę. Chłopak po prostu kopnął głośnik, wskoczył na niego i wydarł się na pół szkoły „Ja też jestem gejem! I co teraz? Nagle nie możecie nic z siebie wydusić?! Wiedziałem, banda idiotów.” Potem ruszyłem do szatni, nie chciałem tego oglądać. Chwile po mnie wszedł on. Po prostu przyparł mnie do zimnej ściany i pocałował. Od tamtej chwili nie mogę przestać myśleć o nim i o tym co się stało. Doskonale wiem, jak on ma na imię, jesteśmy w tej samej klasie mimo, że jest ode mnie parę lat starszy. Takie uroki szkoły. Czasami człowiek nie zadaje i tak się staje. Wracając do Krisa, bo właśnie tak ma na imię chłopak który może niewiele zrobił, ale dzięki niemu mam życie w szkole. Właśnie, dzięki niemu na szczęście już nie słyszę oszczerstw pod swoim adresem, ale jak wychodzę na miasto i spotykam kogoś, nawet nieznajomych ludzi. Wytykają mnie palcami, co przyjemne nie jest. Przecież ja chcę być tylko kochany. Od momentu kiedy to wszystko się zaczęło jestem trochę jak te wampiry ze Zmierzchu. Jadę do szkoły, potem wracam największymi skrótami jakie się da, a później wychodzę tylko wieczorem. Od jakiegoś czasu zastanawiałem się czy nie wylecieć gdzieś. W Korei Południowej mam wielu przyjaciół. Kai powiedział, że jakby się coś działo to zawsze mogę na niego liczyć, ale nie wiem czy chcę tam lecieć bo przecież zostawiłbym Krisa samego sobie z tym całym burdelem. Mogę się założyć, że on też nie ma lekko w życiu. Niestety nie mogę być tego w stu procentach pewny ponieważ od momentu pocałunku nie rozmawiamy ze sobą. Sam nie wiem dlaczego. Wracając do domu z wieczornych zakupów natknąłem się na kolejne napisy na murach przy moi bloku „Wypierdalaj pedale”, „Nie masz tu czego szukać”. Właśnie przez takie poczynania stałem się tym czy się stałem. Można powiedzieć że jestem nocnym Markiem. Wychodzę tylko i wyłącznie w nocy, w dzień wolę się nie pokazywać. Taki już mój marny los. Z rodzicami też nie miałem lekko. Kiedy się dowiedzieli, że jestem gejem kazali mi wynosić się z domu, wiedziałem że tak to przyjmą. W Chinach, wszystko co odchodzi od normy postępowania jest czymś nienormalnym i złym, dlatego dla rodziców byłem złem. Wyprowadziłem się z domu, na początku nie było lekko, potem znalazłem prace i jakieś mieszkanie, zapisałem się do szkoły a potem wszystko się wydało. Ja nie wiem, czy moi rodzice na serio rozesłali po całych Chinach moje zdjęcie z podpisem „On jest gejem” czy ja mam takie wrażenie? Gdzie bym nie popatrzył tam każdy mnie wytyka i staje się pośmiewiskiem. Po jakimś czasie zacząłem się do tego przyzwyczajać staram się też coraz częściej wychodzić w dzień ale nie jest mi łatwo. Cieszę się, że przynajmniej mam kontakt z chłopakami z Korei. Z Kai’em, Suho, Sehun’em, Baekhyun’em, Chanyeol’em i D.O miałem dobra kontakty, zawsze mogłem się do któregoś z nich przenieść, ale po co? Może nie jest mi aż tak źle tutaj. Może ja po prostu stwarzam sobie sam jakieś nieistniejące problemy które w rzeczywistym świecie nie mają większego znaczenia? Sam czasami nie rozumiałem swojego toku myślenia. Wróciłem wolnym krokiem do domu i położyłem się na łóżku. Jutro czekał mnie kolejny dzień w szkole i w sumie jakoś nie za bardzo mnie to cieszyło, fakt faktem, widywałem Krisa w szkole ale to nie dawało mi aż takiej satysfakcji, chciałem żeby był mój, od początku do końca. Od czubka głowy po same stopy. Chciałem, żeby nade mną dominował. Tak wiem, mam za wysokie wymagania. Zamknąłem oczy i sam nie wiem kiedy zasnąłem.
Obudziłem się następnego dnia rano dość wcześnie, do szkoły miałem jakieś piętnaście minut więc nie śpieszyłem się. Założyłem mundurek, poprawiłem włosy i ruszyłem do szkoły. Droga jak zawsze nudna, tak dobrze znana. Wszedłem do szkoły. Nie miałem ochoty w niej siedzieć, ale przecież musiałem. Nie byłem pełnoletni więc miałem obowiązek szkolny tak jak połowa uczniów w mojej szkole. Pierwsze dwie lekcje minęły mi na rysowaniu i zastanawianiu się nad moim marnym życiem, a nie na słuchaniu nauczyciela. Po drugiej lekcji wyszedłem przed szkołę zapalić papierosa. Była to przerwa piętnasto minutowa, więc nie śpieszyłem się. Po wypaleniu papierosa wróciłem na lekcje. Moją trzecią lekcją była niestety matematyka. Nienawidziłem, nie rozumiałem i nie chciałem rozumieć. W pewnym momencie mój telefon zawibrował. Dyskretnie wyciągnąłem go z kieszeni, i popatrzyłem na wyświetlacz. Otworzyłem wiadomość a równocześnie z wiadomością otworzył się filmik. Na szczęście miałem podpięte słuchawki. Zacząłem oglądać ten filmik i pożałowałem tego. Był tak dziecinnie zmontowany, że od razu widać było, że to jakaś tania tandeta, ale zabolało mnie to. Na filmiku było widać jak uprawiam sex z jakimś mężczyzną. Tego było za wiele. Przesiedziałem w szkole dwie ostatnie lekcje a potem wyszedłem z niej. Czułem jakby każdy na mnie patrzył. Widziałem wzrok Krisa, zawiedzony, zraniony i zrezygnowany. Miałem tego dość. Wróciłem ze szkoły i zacząłem się pakować. Zadzwoniłem do Kai’a i poinformowałem go, że do niego przyjeżdżam, potem zadzwoniłem na lotnisko i zabukowałem lot do Korei Południowej. Pakowanie nie zajęło mi tak wiele czasu. Potem wsiadłem do samochodu i pojechałem na lotnisko. Nie mogłem się odnaleźć, pierwszy raz tutaj byłem i było mi dość ciężko, ale pytałem obcych ludzi o drogę i na szczęście sobie poradziłem. Czekanie na samolot dłużyło mi się w nieskończoność, ale wiedziałem, że właśnie to chcę zrobić, że muszę to zrobić. W Chinach nie miałem już życia. Zbyt wielu ludzi mnie znało i zbyt wielu ludzi ze mnie szydziło. Kiedy już miałem iść na odprawę poczułem że ktoś łapie mnie za rękę i usłyszałem jego głos.
-Zostań, dla mnie. Poradzimy sobie z tym wszystkim razem – powiedział Kris patrząc na mnie, a później przytulając mnie do siebie.
Jednak marzenia się spełniają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz