One Shot dedykowany Krisu i po części mojej przyjaciółce Yoku
ponieważ siedząc po mojej lewej stronie pomagała mi go pisać, i ganiała
mnie, żebym tylko go skończyła. One shot podoba mi się jak niewiele
rzeczy które piszę. Zapraszam do czytania.
Czy ja naprawdę wymagam od życia za wiele? Ja po prostu chciałbym być
kochany, chciałbym, żeby ktoś po prostu mnie przytulił i powiedział mi
jak bardzo mnie kocha. Niestety w moim przypadku jest to niemożliwe,
chyba, że… Nie, jednak jest to niemożliwe. Dlaczego ludzie tak ze mnie
szydzą? Co złego jest w tym, że kocha się tą samą płeć? A raczej chciało
by się kochać? Puste uliczki Pekinu… Tutaj zawsze tak jest wieczorami,
zawsze kiedy wychodzę na spacer. W dzień niestety nie mogę się
publicznie pokazywać. W Pekinie jestem za bardzo znany… Przynajmniej tak
to można ująć. Ludzie ze mnie szydzą, wytykają mnie palcami mówiąc
„Patrzcie, idzie ten pedał”. A wszystko to przez ludzi w szkole. Gdyby
nie jeden z najpopularniejszych chłopaków w szkole… Gdyby nie to że się
za mną wstawił. Pamiętam to jak dzisiaj. Mieliśmy mieć lekcje wf-u. Z
radiowęzła poleciała znów wiązanka wyzwisk w moją stronę. Chłopak po
prostu kopnął głośnik, wskoczył na niego i wydarł się na pół szkoły „Ja
też jestem gejem! I co teraz? Nagle nie możecie nic z siebie wydusić?!
Wiedziałem, banda idiotów.” Potem ruszyłem do szatni, nie chciałem tego
oglądać. Chwile po mnie wszedł on. Po prostu przyparł mnie do zimnej
ściany i pocałował. Od tamtej chwili nie mogę przestać myśleć o nim i o
tym co się stało. Doskonale wiem, jak on ma na imię, jesteśmy w tej
samej klasie mimo, że jest ode mnie parę lat starszy. Takie uroki
szkoły. Czasami człowiek nie zadaje i tak się staje. Wracając do Krisa,
bo właśnie tak ma na imię chłopak który może niewiele zrobił, ale dzięki
niemu mam życie w szkole. Właśnie, dzięki niemu na szczęście już nie
słyszę oszczerstw pod swoim adresem, ale jak wychodzę na miasto i
spotykam kogoś, nawet nieznajomych ludzi. Wytykają mnie palcami, co
przyjemne nie jest. Przecież ja chcę być tylko kochany. Od momentu kiedy
to wszystko się zaczęło jestem trochę jak te wampiry ze Zmierzchu. Jadę
do szkoły, potem wracam największymi skrótami jakie się da, a później
wychodzę tylko wieczorem. Od jakiegoś czasu zastanawiałem się czy nie
wylecieć gdzieś. W Korei Południowej mam wielu przyjaciół. Kai
powiedział, że jakby się coś działo to zawsze mogę na niego liczyć, ale
nie wiem czy chcę tam lecieć bo przecież zostawiłbym Krisa samego sobie z
tym całym burdelem. Mogę się założyć, że on też nie ma lekko w życiu.
Niestety nie mogę być tego w stu procentach pewny ponieważ od momentu
pocałunku nie rozmawiamy ze sobą. Sam nie wiem dlaczego. Wracając do
domu z wieczornych zakupów natknąłem się na kolejne napisy na murach
przy moi bloku „Wypierdalaj pedale”, „Nie masz tu czego szukać”. Właśnie
przez takie poczynania stałem się tym czy się stałem. Można powiedzieć
że jestem nocnym Markiem. Wychodzę tylko i wyłącznie w nocy, w dzień
wolę się nie pokazywać. Taki już mój marny los. Z rodzicami też nie
miałem lekko. Kiedy się dowiedzieli, że jestem gejem kazali mi wynosić
się z domu, wiedziałem że tak to przyjmą. W Chinach, wszystko co
odchodzi od normy postępowania jest czymś nienormalnym i złym, dlatego
dla rodziców byłem złem. Wyprowadziłem się z domu, na początku nie było
lekko, potem znalazłem prace i jakieś mieszkanie, zapisałem się do
szkoły a potem wszystko się wydało. Ja nie wiem, czy moi rodzice na
serio rozesłali po całych Chinach moje zdjęcie z podpisem „On jest
gejem” czy ja mam takie wrażenie? Gdzie bym nie popatrzył tam każdy mnie
wytyka i staje się pośmiewiskiem. Po jakimś czasie zacząłem się do tego
przyzwyczajać staram się też coraz częściej wychodzić w dzień ale nie
jest mi łatwo. Cieszę się, że przynajmniej mam kontakt z chłopakami z
Korei. Z Kai’em, Suho, Sehun’em, Baekhyun’em, Chanyeol’em i D.O miałem
dobra kontakty, zawsze mogłem się do któregoś z nich przenieść, ale po
co? Może nie jest mi aż tak źle tutaj. Może ja po prostu stwarzam sobie
sam jakieś nieistniejące problemy które w rzeczywistym świecie nie mają
większego znaczenia? Sam czasami nie rozumiałem swojego toku myślenia.
Wróciłem wolnym krokiem do domu i położyłem się na łóżku. Jutro czekał
mnie kolejny dzień w szkole i w sumie jakoś nie za bardzo mnie to
cieszyło, fakt faktem, widywałem Krisa w szkole ale to nie dawało mi aż
takiej satysfakcji, chciałem żeby był mój, od początku do końca. Od
czubka głowy po same stopy. Chciałem, żeby nade mną dominował. Tak wiem,
mam za wysokie wymagania. Zamknąłem oczy i sam nie wiem kiedy zasnąłem.
Obudziłem się następnego dnia rano dość wcześnie, do szkoły miałem
jakieś piętnaście minut więc nie śpieszyłem się. Założyłem mundurek,
poprawiłem włosy i ruszyłem do szkoły. Droga jak zawsze nudna, tak
dobrze znana. Wszedłem do szkoły. Nie miałem ochoty w niej siedzieć, ale
przecież musiałem. Nie byłem pełnoletni więc miałem obowiązek szkolny
tak jak połowa uczniów w mojej szkole. Pierwsze dwie lekcje minęły mi na
rysowaniu i zastanawianiu się nad moim marnym życiem, a nie na
słuchaniu nauczyciela. Po drugiej lekcji wyszedłem przed szkołę zapalić
papierosa. Była to przerwa piętnasto minutowa, więc nie śpieszyłem się.
Po wypaleniu papierosa wróciłem na lekcje. Moją trzecią lekcją była
niestety matematyka. Nienawidziłem, nie rozumiałem i nie chciałem
rozumieć. W pewnym momencie mój telefon zawibrował. Dyskretnie
wyciągnąłem go z kieszeni, i popatrzyłem na wyświetlacz. Otworzyłem
wiadomość a równocześnie z wiadomością otworzył się filmik. Na szczęście
miałem podpięte słuchawki. Zacząłem oglądać ten filmik i pożałowałem
tego. Był tak dziecinnie zmontowany, że od razu widać było, że to jakaś
tania tandeta, ale zabolało mnie to. Na filmiku było widać jak uprawiam
sex z jakimś mężczyzną. Tego było za wiele. Przesiedziałem w szkole dwie
ostatnie lekcje a potem wyszedłem z niej. Czułem jakby każdy na mnie
patrzył. Widziałem wzrok Krisa, zawiedzony, zraniony i zrezygnowany.
Miałem tego dość. Wróciłem ze szkoły i zacząłem się pakować. Zadzwoniłem
do Kai’a i poinformowałem go, że do niego przyjeżdżam, potem
zadzwoniłem na lotnisko i zabukowałem lot do Korei Południowej.
Pakowanie nie zajęło mi tak wiele czasu. Potem wsiadłem do samochodu i
pojechałem na lotnisko. Nie mogłem się odnaleźć, pierwszy raz tutaj
byłem i było mi dość ciężko, ale pytałem obcych ludzi o drogę i na
szczęście sobie poradziłem. Czekanie na samolot dłużyło mi się w
nieskończoność, ale wiedziałem, że właśnie to chcę zrobić, że muszę to
zrobić. W Chinach nie miałem już życia. Zbyt wielu ludzi mnie znało i
zbyt wielu ludzi ze mnie szydziło. Kiedy już miałem iść na odprawę
poczułem że ktoś łapie mnie za rękę i usłyszałem jego głos.
-Zostań, dla mnie. Poradzimy sobie z tym wszystkim razem – powiedział
Kris patrząc na mnie, a później przytulając mnie do siebie.
Jednak marzenia się spełniają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz