niedziela, 19 maja 2013

Wasza Wysokość.

One Shot dedykowany Kasumi Kuno, jako że jest jedną z najwierniejszych czytelniczek.
Kategoria: Fluff
Ostrzeżenia: Brak
____________
Znów te tak dobrze znane mi mury. Przechadzałem się tędy tak wiele razy, że mógłbym już iść na oślep. Wiedziałem nawet jak ułożone są cegły w ścianach, po których stronach otworzą się wielkie drzwi gdy ktoś je popchnie, znałem każdy zapach towarzyszący temu zamkowi, każdy ruch służby przybocznej, a nawet ja sam robiłem wszystko machinalnie, tak właśnie byliśmy stworzeni – by służyć swojemu Królowi do końca swoich dni. Co za to mieliśmy? Cóż, nocleg wyżywienie i tym podobne rzeczy, ale niestety niektórych to nie satysfakcjonowało, dlatego próbowali uciec. Na próżno – Król kazał zabijać wszystkich, którzy chcieli uciec, bo wiedział, że jak w końcu dojdzie co do czego, to służba może ujawnić wszystkie zamkowe sekrety, a tego było spoko.
-Minho! – Usłyszałem tak dobrze znany sobie głos osoby która potencjalnie mogła znajdować się tuż przede mną, albo to po prostu echo niosło JEGO głos. Ruszyłem w stronę z której ten głos dochodził poprawiając miecz przy boku. Ja jako jedyny nie próbowałem uciec. Za bardzo zżyłem się z tym miejscem, z Królem który był sprawiedliwy, ale bezlitosny, honorowy i był dobrym przywódcą. Jednak jak każdy człowiek miał swoje wady. Był chamski, wredny, niemiły dla służby i najchętniej wszystkich by czasami zabił. Szedłem dość długimi korytarzami starając się przypomnieć sobie skąd dochodził ten głos. Dla ludzi którzy przypadkowo znaleźli się w zamku pierwszy raz ta wielka budowla mogła przypominać labirynt korytarzy, ale ja za dobrze znałem ten labirynt. Można powiedzieć że wychowywałem się w tym zamku, razem z teraźniejszym Królem, moi rodzice zginęli. Sam nie wiem jak i sam dokładnie nie pamiętam kiedy, ale na moje szczęście lub nieszczęście matka króla wzięła mnie pod swoją opiekę i tak się wychowywałem z obecnym Królem.
Kiedy już mniej więcej namierzyłem źródło dźwięku popchnąłem wielkie drzwi
-Słucham Bling – powiedziałem kłaniając się nisko.
-Prosiłem Cię, żebyś tak do mnie nie mówił – syknął. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zawsze ta sama śpiewka, zawsze mnie opieprza za to, że nazywam go pieszczotliwie a nie „Wasza Wysokość ”, a ja udaje, że słucham jego kazań.
-Teren jest czysty, nikt nas nie usłyszy – powiedziałem podnosząc głowę i patrząc na niego. Był idealny. Może nie należał do najwyższych ale też nie był karłem. Jego idealne oczy, pełne usta… Chwila, Moment! Czy ja właśnie fantazjuję o moim władcy? Ze mną jest bardzo źle, powinienem udać się do lekarza, albo najlepiej do szamana żeby zdjął ze mnie ten czar.
-Wzywałeś mnie – powiedziałem pełen powagi. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Siedział nad jakimiś mapami i coś kreślił poważnie się zastanawiając gdzie powinien narysować kolejną kreskę.
-Jest coraz gorzej zamiast zajmować kolejne miasta, wojsko się wycofuje – mruknął niezadowolony. Przecież od ustalania strategii mieliśmy odpowiedniego człowieka.
-Czy Onew…? – zapytałem patrząc na Jonghyun’a
-Nie żyje. Strzała wystrzelona przez wrogów trafiła pod żebra, umierał w męczarniach – odpowiedział Król.
-Usiądź – dodał wskazując na krzesło naprzeciw siebie. Dobrze wiedziałem, że to nie prośba a polecenie. Byłem w stanie wyłapać jego ton głosu kiedy o coś prosił i kiedy czegoś nakazywał. Te dwa tony diametralnie różniły się od siebie. Wykonałem więc polecenie i usiadłem patrząc na mapę.
-Wiesz dlaczego zostawiłem Cię w zamku a nie wysłałem na pole bitwy? – zapytał patrząc mi w oczy.
-Ponieważ Król musi mieć ochronę – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Każdy dobrze wiedział, mimo tego, że Król był doskonałym rycerzem potrzebował ochrony.
-Gówno prawda, to tylko oficjalna wersja. Tak naprawdę nawet Król potrzebuje towarzystwa swojego najlepszego przyjaciela. – powiedział uśmiechając się do mnie. Wiedziałem, że ten uśmiech jest przeznaczony wyłącznie dla mnie, dla nikogo innego.
Dzięki temu, że wychowywałem się z Królem, udało mi się z nim zaprzyjaźnić. Mimo tego, że jestem od niego tylko rok młodszy znaleźliśmy wspólny język. Nie oczekiwałem od niego niczego, ani od niego ani od jego rodziny. Kiedy Jonghyun został Królem zdziwił mnie fakt, że mianował mnie przywódcą swojej straży a później przywódcą wojska, ale zaniepokoił mnie fakt, że nie pozwolił mi pojechać na front, nie po to przez tyle lat trenowałem władanie mieczem żeby siedzieć w zamku. Zawsze argumentował to słowami „Władcy potrzebny jest ochroniarz”, a teraz poznałem prawdę.
-Chcę, żebyś jechał na front razem ze mną – powiedział cicho, opuszczając głowę. Widać było, że się bał. Znałem go za długo by tego nie wiedzieć, znałem każdy jego wyraz twarzy który odzwierciedlał jakieś emocje.
-Pojadę, jednak ty zostaniesz. Jesteś Królem, nie masz potomka. Jeśli zginiesz kto zajmie się królestwem? Tyle razy powtarzałem Ci, żebyś znalazł sobie jakąś księżniczkę, szybko się ożenił i postarał się o dziecko żeby ktoś po tobie objął tron – powiedziałem. Dobrze znałem te wszystkie zamkowe zasady. Dlatego Bling tak długo nie wychylał się z zamku, bo nie miał potomka, nie miał kto go zastąpić na wypadek jego śmierci.
-Nigdy nie będę miał potomka. Nie jest mi to pisane – odpowiedział odsuwając krzesło z taką siłą, że się przewróciło. Zatrzymał się przy drzwiach i odwrócił głowę.
-Jutro o świcie ruszamy. Mam nadzieję że będziesz gotowy – powiedział i wyszedł. Nie do końca wiedziałem o co mu chodzi. Wzruszyłem tylko ramionami i popatrzyłem na mapę. Wiedziałem dokładnie gdzie teraz znajdowały się nasze wojska, a gdzie wojska Korei Północnej. Może i byliśmy na przegranej pozycji, może ich było więcej, ale my mogliśmy liczyć na wsparcie.
Chwyciłem kartkę papieru i pióro, nabazgrałem kilka grzecznościowych słów z prośbą o pomoc do króla Chin Xiumin’a. Kazałem wysłać moją prośbę jak najszybciej, jednak wiedziałem, że to nie taka prosta sprawa. Posłańcowi zajmie 3dni dojechanie do Chin i przekazanie Xiumin’owi mojej prośby a my wyjeżdżamy jutro. Do tego trzeba wziąć pod uwagę, że na pole bitwy mieliśmy jakieś cztery dni drogi więc jeśli Xiumin i jego gwardia przyjadą to zajmie im to mniej więcej tydzień jak nie więcej. Następnego dnia o świcie byłem gotowy na to by wyruszyć, a Króla jak nie było tak nie ma. Zjawił się po piętnastu minutach przy stajni. Osiodłaliśmy konie i ruszyliśmy w drogę. Przez większość drogi Król nie odezwał się ani słowem. Dziwiło mnie to, zawsze był rozgadany i miał wiele rzeczy do powiedzenia.
-Czemu sądzisz, że posiadanie potomka nie jest Ci pisane? – zapytałem kiedy zatrzymaliśmy się by rozbić obóz. Jechaliśmy cały dzień, za to w nocy mieliśmy zamiar iść po prostu spać by zregenerować siły. Rozpaliliśmy ognisko i usiedliśmy przy nim by było nam cieplej.
-Miałeś kiedyś wrażenie, że robisz coś niedozwolonego? Coś co będzie potępione przez wielu ludzi? – zapytał patrząc w ogień.
-Mam takie wrażenie od paru lat, ponieważ robię coś czego na pewno nikt by nie zaakceptował – powiedziałem z uśmiechem. Nie wiedziałem o co mu chodzi, on pewnie też nie wiedział o co mi chodzi, ale mniejsza o to. Przynajmniej sobie teoretyzujemy , ale przecież te teorie musiały być urzeczywistnione.
-Tak, ja raczej też. Od trzech lat potajemnie robię coś niedozwolonego, co nie spotkałoby się z szacunkiem moich poddanych – powiedział dalej wpatrując się w ogień.
-A czym jest to, co uważasz za niedozwolone? – zapytałem wpatrując się w niego. Już od jakiegoś czasu nie mieliśmy jak szczerze porozmawiać, Król był albo w terenie, albo po prostu zajmował się sprawami poddanych.
-Miłość nie jest niedozwolona prawda? Jeśli oczywiście kocha się odpowiednią osobę, w naszym przypadku powinniśmy kochać kobietę – powiedział patrząc na mnie.
-Dziwne by było gdybyśmy zakochali się w tej samej kobiecie – powiedziałem z uśmiechem, a on tylko cicho się zaśmiał.
-Za niedozwolone uważam zakochanie się w mężczyźnie, a właśnie to zrobiłem. Codziennie obserwowałem jego ruchy, codziennie próbowałem być blisko niestety nie zawsze mi to wychodziło. Sam nie wiem kiedy to tak naprawdę się zaczęło. Może po prostu kochałem go od zawsze, tylko dopiero trzy lata temu uświadomiłem sobie swoje uczucia? – zadawał pytania jakby w przestrzeń dorzucając drzewa do palącego się ogniska.
Uśmiechnąłem się lekko. Nie interesowało mnie o kim mówi, byle by był z nim szczęśliwy.
-Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy bo ta osoba przynajmniej odwzajemnia twoje uczucia – powiedziałem beznamiętnie. Wcale nie było tak, że nic mnie to nie obchodziło, poniekąd tym stwierdzeniem wbił mi nóż w serce, ale przynajmniej musiałem udawać że wszystko gra. Sam nie wiem kiedy Jonghyun znalazł się tak blisko mnie. Siedział dosłownie 5 centymetrów ode mnie.
-Najgorsze jest to, że ja w ogóle nie wiem czy on coś do mnie czuje. Jest blisko mnie od zawsze, ale z roku na rok, czuję się jakby się oddalał. – powiedział Jonghyun patrząc mi prosto w oczy.
Czułem się jakby król mówił o mnie. To przecież ja, od kiedy tylko zdałem sobie sprawę z tego, że kocham głowę kraju zacząłem go unikać na tyle na ile mogłem.
-Wasza wysokość, czy ty chcesz powiedzieć, że… – nie mogłem dokończyć tego zdania. Chciałem wypowiedzieć te słowa, ale utkwiły mi w gardle.
-Tak Minho. Chodzi o Ciebie. Wiem, że jestem idiotą, że nie powinienem, bo każdy przyzwoity Król powinien mieć potomka, ale ja… Ja po prostu zakochałem się w osobie z którą się wychowywałem, która była przy mnie zawsze, a teraz kiedy jedziemy na tą pieprzoną wojnę mam ochotę odesłać Cię do zamku i sam pojechać. Jesteś dla mnie wszystkim czego mogłem zapragnąć – powiedział na jednym wdech. Zatkało mnie, totalnie mnie zamurowało. Nie wiedziałem, co mam powiedzieć, ale dokładnie wiedziałem co powinienem zrobić. Wpiłem się w usta Króla nie zważając na to jaka będzie jego reakcja. Nie chciałem już dłużej czekać, przez tak wiele lat to ukrywałem…
Reakcja Króla była natychmiastowa. Przejął kontrolę nad pocałunkiem dominując w stu procentach. Nie opierałem się, chciałem tego od zawsze. Chciałem poczuć sam jego ust na swoich, chciałem by nade mną dominował. Po chwili oderwaliśmy się od siebie i popatrzyliśmy sobie w oczy.
-Kocham Cię Wasza Wysokość – powiedziałem po czym oparłem swoje czoło o jego. Chwilę później zaczął padać deszcz, uśmiechnąłem się lekko składając na ustach Blinga delikatny pocałunek. Nawet nie zauważyłem kiedy Król zaciągnął mnie do namiotu.
-Pora spać, bo jutro nie wstaniemy – powiedział z uśmiechem. Położyliśmy się koło siebie, tak normalnie, a Jonghyun objął mnie i przycisnął mnie do siebie.
-Obiecaj mi coś – powiedział już zasypiając. Słychać po jego głosie było, że jest zmęczony o senny.
-Obiecaj mi, że za wszelką cenę nie zginiesz na wojnie – dodał całując moją szyję, na pieszczoty mu się zebrało!
-Obiecuję, ty również mi to obiecaj – poprosiłem.
-Obiecuję – odparł. Sam nie pamiętam kiedy zasnąłem. Obudziły mnie poranne promienie słońca wdzierające się przez dziurę do namiotu. Otworzyłem leniwie oczy i przeciągnąłem się. Niechętnie wstałem i wyszedłem przed namiot gdzie czekał już na mnie uśmiechnięty Bling.
-Co ty taki uśmiechnięty? – zapytałem podchodząc o mojego konia i wsiadając na niego.
-Ponieważ czuję się doskonale, wiedząc, że osoba którą kocham odwzajemnia moje uczucia – powiedział i usiadł na swoim koniu. Droga na pole bitwy minęła nam w skupieniu i na rozmyślaniach. Sam nie jestem w stanie powiedzieć kiedy tam dotarliśmy. Kiedy już się zjawiliśmy. Powalił mnie ogrom poległych żołnierzy, ale zaimponowała mi chęć do walki. Rozpisaliśmy z Królem plany co i jak powinno być, a potem wdaliśmy się w walkę. Niestety nie mieliśmy przewagi liczebnej i było nas mniej niż przeciwników, ale po paru dniach zjawił się Król Xiumin ze swoimi wojskami. Później tylko oszacowaliśmy straty i wróciliśmy do zamku zadowoleni z wygranej. Korea Północna była nasza. Ale zdobyliśmy nie tylko Koreę, zdobyliśmy także miłość, a miłość jest ważniejsza od wszystkiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz