Pisane trochę z brakiem weny. Szkielet był, trzeba było go ubrać w odpowiednie słowa. Nie wiem czy wam się spodoba. Mam nadzieję, że tak. Pisałam to kiedy oczy zaczęły mi się same zamykać i mój mózg już nie pracuje tak jak powinien, ale mam nadzieję, że wykrzesałam z niego to co mogłam najlepszego.
Standardowo dla was.
Z dnia na dzień Yoku i Mir zaczęli się coraz lepiej
dogadywać, a mnie z dnia na dzień aż tak bardzo nie wkurwiał gips i czułam się
coraz lepiej jeśli tak to można nazwać. Dni do drugiego koncertu MBLAQ mijały
dość szybko. Codziennie chłopaki jeździli na treningi, a ja i Yoku siedziałyśmy
grzecznie w domu paląc papierosy i ogólnie nie robiąc nic. Nie odpowiadał nam
taki układ, obie byłyśmy cholernie pracowite i nie było to w naszym interesie
siedzenie na dupach i nich nie robienie. Miałyśmy dość takiego stanu rzeczy,
ale musiałyśmy do tego przywyknąć ponieważ zanim zdejmą mi gips minie jeszcze
trzy tygodnie, no dobra może dwa. Nie lubiłam jak chłopaki za nadto się o mnie
martwili, Yoku przybrała strategie, że pomoże mi dopiero wtedy gdy sama ją o to
poproszę i taki właśnie układ mi pasował. Dziewczyna przekonała się, że
potrafię być perfidnie niemiła i chamska jeśli robie coś wbrew sobie i jeśli
ktoś za nadto się nade mną trzęsie, w sensie że troszczy. Zawsze wydawało mi
się, że jestem na tyle niezależna żeby ze wszystkim poradzić sobie sama, jednak
ze złamaną nogą to jest niemożliwe. Denerwowało mnie, że muszę wszystkich o
cokolwiek prosić. Kiedy już nadszedł dzień koncertu, rozsiadłyśmy się z Yoku
wygodnie na kanapie z piwem i przekąskami. A co! Jak się bawić to się bawić! Siedziałyśmy
i czekałyśmy aż w końcu koncert się zacznie. Doskonale wiedziałyśmy, że my
sobie spokojnie czekamy a chłopaków za sceną zżera trema, i to nie ta pozytywna
tylko o wiele gorsza. W końcu koncert się zaczął. Byłyśmy dumne z chłopaków
ponieważ wychodziło im świetnie, byli aż za dobrzy. Każdy krok choreografii był
tak płynnie przekazany i tak dobrze wykonany, jakby cała ich piątka urodziła
się tańcząc i śpiewając. Żałowałyśmy, że nie ma nas na koncercie, ale przecież
nie mogłyśmy. Pod koniec koncertu Mir zabrał głos.
-Poopowiadam wam parę ciekawostek o nas, co wy na to? –
słychać było pisk fanek. Po minie reszty zespołu wiedziałam, że nie było to
wcale zaplanowane, ale jakoś nie widać było żeby chłopaki mieli coś przeciwko
temu.
-Pamiętacie tamtą dziewczynę, która na poprzednim koncercie
złamała sobie nogę? To Jirayia, siostra lidera i nowa dziewczyna naszego
głównego tancerza Joon’a. Wiesz Joon zazdroszczę Ci. Kochasz ją, a ona kocha
Ciebie. Jesteście niesamowitą parą, dogadujecie się bez słowa i jesteście dla siebie
a nie dla innych. – powiedział Mir wzdychając
-A co to ma do rzeczy? – zapytał ze śmiechem Joon
-A gdybym ja się zakochał. Eh za późno. Zakochałem się i nie
widziałem innego sposobu by powiedzieć tej jednej najważniejszej osobie, że ją
kocham – powiedział Mir.
Widziałam, że wyraz twarzy Yoku się zmienia, złapała pilota
i już chciała przełączyć gdy usłyszałyśmy
-Yoku, kocham Cię – powiedział Mir. Zatkało nas obie. Przecież
Mir i Yoku nie znali się długo, chociaż ja wierzyłam że istnieje coś takiego
jak miłość od pierwszego wejrzenia. Yoku wstała i oznajmiła
-Idę do siebie, jakbyś czegoś potrzebowała to mnie zawołaj –
po czym ruszyła do naszego wspólnego pokoju. Wiedziałam, że dziewczyna się tego
nie spodziewała. Mnie to tak samo zaskoczyło. Wstałam z kanapy i ruszyłam na
balkon by zapalić i w spokoju poczekać na Mir’a i resztę zespołu. Odpaliłam
papierosa i popatrzyłam przed siebie. Sama nie wiedziałam, dlaczego Mir był na
tyle głupi i powiedział coś takiego w trakcie koncertu na wizji. Ja bym chyba
Joon’a zabiła gdyby mi coś takiego zrobił.
Byłam w trakcie palenia trzeciego papierosa gdy pod dom
podjechała czarna limuzyna a z niej wysiadło pięciu zajebistych chłopaków.
Ruszyli w stronę domu i po chwili znaleźli się w środku.
-Mir, mógłbyś tu przyjść na chwilę? – poprosiłam dopalając
papierosa. Po chwili raper pojawił się w drzwiach na balkon. Nie był
zadowolony, jego twarz nic nie wyrażała. Żadnych uczyć, żadnych emocji, nic.
-Jesteś idiotą wiesz? Zamiast powiedzieć jej prosto w oczy
co do niej czujesz ty musiałeś powiedzieć to całemu światu! – powiedziałam wściekła.
Nie wiedziałam, że Mir jest zdolny do takich rzeczy, no tak, jak to mówią „Takie
rzeczy tylko w erze”
-Wiem, twój brat wyperswadował mi to w drodze powrotnej.
G.O, Thunder i Joon byli tak znudzeni że zasnęli w limuzynie. – mruknął Mir
siadając naprzeciwko mnie i biorąc papierosa po czym odpalił go.
-Sorry za szczerość stary, ale po prostu wiesz, że tym razem
może z tego nie wyjść happy end? – powiedziałam patrząc jak chłopak zaciąga się
papierosem. Tego też się po nim nie spodziewałam, ale wszystko wychodzi w
trakcie.
-Pomożesz mi? – zapytał a wręcz poprosił. No ciekawe co ja
tu mogę zdziałać…
-Mogę z nią jedynie porozmawiać, ale nic nie obiecuję. Nie
wiem czy cokolwiek z tego wyjdzie bo moim skromnym zdaniem i tak jest po
ptakach stary – westchnęłam. Tak głupi to chyba tylko Mir jest. Westchnęłam,
musiałam się zastanowić jak to wszystko rozegrać żeby nie popełnić błędu. Wiedziałam
doskonale, że teraz czekają ich ciche dni, ale potem będzie lepiej. Mam
nadzieję. Powolnym krokiem, o kulach ruszyłam do mojego i jej pokoju. Weszłam
do środka, zamknęłam za sobą drzwi na klucz i usiadłam na łóżku.
-Yoku, wszystko dobrze? – zapytałam patrząc na nią.
-Jak on mógł być takim kretynem i powiedzieć to na wizji?
Przecież znamy się parę dni, co z tego że go polubiłam, co z tego że dobrze się
z nim dogaduje, on nie mógł się we mnie zakochać – stwierdziła dziewczyna. Widać
było że poniekąd jest załamana. Ja bym się serio wkurwiła i nie obeszło by się
bez ofiar gdyby ktoś zrobił mi taką akcję.
-Ja wiem że on jest kretynem, ale pomyśl nad tym. Wierzysz w
miłość od pierwszego wejrzenia? – zapytałam starając się podejść do okna i
próbując otworzyć jedno ponieważ było cholernie gorąco a poza tym miałam ochotę
zapalić. Dzisiaj nic nie robię tylko chodzę i palę.
-Nie ma czegoś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia –
odparła dziewczyna. Będzie ciężko. Mam przed sobą naprawdę twardy orzech do
zgryzienia.
-I co masz zamiar teraz zrobić? – zapytałam odpalając
papierosa i patrząc na nią.
-Nie mogę zrezygnować ze współpracy z wami bo po pierwsze to
się z wami cholernie zżyłam a po drugie podpisałam umowę. Jedyne co mogę zrobić
to zastanowić się nad tą chorą sytuacją i na razie się nie odzywać.
I tak właśnie się stało. Przez parę dni Yoku odzywała się do
wszystkich. Poza Mir’em oczywiście. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że
to może jeszcze potrwać. I nie byłam z tego zadowolona. Musiałam uspakajać Mir’a,
że u dziewczyn takie zachowania są na porządku dziennym, ale to nie była
prawda. Yoku różniła się od takiej typowej dziewczyny, i to bardzo, ale może
właśnie to czyniło ją taką wyjątkową. Nie dało się ni lubić Yoku, przeważnie
nie miała wrogów i starała się ze wszystkimi dogadać. Jej uśmiech był promykiem
nadziei, i mówię to jako jej przyjaciółka, więc w sumie nie dziwię się że Mir
się w niej zakochał. To takie metr sześćdziesiąt chodzącego szczęścia i
optymizmu, ale nawet teraz to się nie zmieniło. Wydaje mi się, że Yoku zawsze
będzie osobą pozytywną, nawet jak się zestarzeje.
Tak mijały sobie dni. Cały czas przesiadywałam na zmianę w
pokoju Mir’a oraz moim i Yoku. Byłam ich mediatorem… Chyba tak to można nazwać.
Miałam powoli tego dość. To męczyło nie tylko ich ale również mnie. Minęły
cztery dni niepewności. Nikt nie wiedział co może się stać, czy w końcu
podejście Yoku do Mir’a się zmieni, czy Yoku zerwie kontrakt i się wyprowadzi. Mieliśmy
nadzieję że to drugie nie nastąpi bo bardzo zżyliśmy się z Yoku i zrobilibyśmy
wszystko żeby tylko została w dormie, a szczególnie ja bym zrobiła wszystko co
bym mogła. Piątego dnia nastąpił przełom w stosunkach między ludzkich. Ja po
kłótni pogodziłam się z Joonem i Thunderem, poszło tak naprawdę o głupotę, ale
spieraliśmy się przez dwa dni i staraliśmy sobie udowodnić że druga strona nie
ma racji. I tym razem ja wygrałam, ale nie tylko między nami się poprawiło. Zauważyłam,
że Yoku i Mir znów zaczęli gadać. Może nie były to rozmowy długie i wysokich
lotów ale to powinno wystarczyć jak na razie. Później zaczęło robić się robić
coraz bardziej ciekawie. Nie dość, że zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać jak
ludzie, to jeszcze zaczęli razem się wygłupiać i śmiać. Z dnia na dzień między
nimi zaczęło się robić coraz bardziej normalnie.
Minął tydzień od całego zdarzenia. Można by powiedzieć że
wszyscy o nim zapomnieli. Poza Mirem i Yoku. Wstałam rano, jak zawsze o tej
porze z kuchni dochodziły śmiechy, co oznaczało tylko jedno. Mir i Yoku robią
śniadanie. Od pewnego czasu kuchnia była ich królestwem i nikt nie miał prawa
nawet tam zaglądnąć, a co dopiero wejść i cokolwiek im przestawić, czegokolwiek
dotknąć. Ubrałam się i ruszyłam na dół. Weszłam do salonu i nagle głosy z
kuchni ucichły co mnie zdziwiło. Zawsze było tak, że Thunder i mój brat
oglądali powtórki „Surowych rodziców” i „Perfekcyjnej pani domu” a z kuchni
dochodził śmiech. Udałam się w tamtą stronę i stanęłam w drzwiach. Doznałam
niemałego szoku kiedy zobaczyłam co tam się dzieje. Yoku i Mir całowali się.
Byłam szczęśliwa z tego faktu jak nigdy dotąd. W końcu nie będę musiała latać
między pokojami, uspakajać Mir’a, wpajać Yoku że miłość od pierwszego wejrzenia
istnieje. W końcu byłam wolna, udało mi się doprowadzić sprawę do końca i z
takiego właśnie zakończenia byłam dumna. Odwróciłam się i chciałam odejść gdy
walnęłam chorą nogą o futrynę i syknęłam cicho. Miałam nadzieję, że nikt obecny
w kuchni mnie nie usłyszy ani nie zobaczy, ale myliłam się.
-Nie ładnie tak podglądać – zaśmiała się Yoku.
-Ja tylko… Zrobiło się tak nagle cicho… Bałam się że zabiłaś
Mir’a – powiedziałam ze śmiechem odwracając się w ich stronę. Byli
uśmiechnięci, i szczęśliwi.
A właśnie to jest najważniejsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz