niedziela, 26 maja 2013

Just BLAQ cz.11


Pisane trochę z brakiem weny. Szkielet był, trzeba było go ubrać w odpowiednie słowa. Nie wiem czy wam się spodoba. Mam nadzieję, że tak. Pisałam to kiedy oczy zaczęły mi się same zamykać i mój mózg już nie pracuje tak jak powinien, ale mam nadzieję, że wykrzesałam z niego to co mogłam najlepszego. 
Standardowo dla was.

Z dnia na dzień Yoku i Mir zaczęli się coraz lepiej dogadywać, a mnie z dnia na dzień aż tak bardzo nie wkurwiał gips i czułam się coraz lepiej jeśli tak to można nazwać. Dni do drugiego koncertu MBLAQ mijały dość szybko. Codziennie chłopaki jeździli na treningi, a ja i Yoku siedziałyśmy grzecznie w domu paląc papierosy i ogólnie nie robiąc nic. Nie odpowiadał nam taki układ, obie byłyśmy cholernie pracowite i nie było to w naszym interesie siedzenie na dupach i nich nie robienie. Miałyśmy dość takiego stanu rzeczy, ale musiałyśmy do tego przywyknąć ponieważ zanim zdejmą mi gips minie jeszcze trzy tygodnie, no dobra może dwa. Nie lubiłam jak chłopaki za nadto się o mnie martwili, Yoku przybrała strategie, że pomoże mi dopiero wtedy gdy sama ją o to poproszę i taki właśnie układ mi pasował. Dziewczyna przekonała się, że potrafię być perfidnie niemiła i chamska jeśli robie coś wbrew sobie i jeśli ktoś za nadto się nade mną trzęsie, w sensie że troszczy. Zawsze wydawało mi się, że jestem na tyle niezależna żeby ze wszystkim poradzić sobie sama, jednak ze złamaną nogą to jest niemożliwe. Denerwowało mnie, że muszę wszystkich o cokolwiek prosić. Kiedy już nadszedł dzień koncertu, rozsiadłyśmy się z Yoku wygodnie na kanapie z piwem i przekąskami. A co! Jak się bawić to się bawić! Siedziałyśmy i czekałyśmy aż w końcu koncert się zacznie. Doskonale wiedziałyśmy, że my sobie spokojnie czekamy a chłopaków za sceną zżera trema, i to nie ta pozytywna tylko o wiele gorsza. W końcu koncert się zaczął. Byłyśmy dumne z chłopaków ponieważ wychodziło im świetnie, byli aż za dobrzy. Każdy krok choreografii był tak płynnie przekazany i tak dobrze wykonany, jakby cała ich piątka urodziła się tańcząc i śpiewając. Żałowałyśmy, że nie ma nas na koncercie, ale przecież nie mogłyśmy. Pod koniec koncertu Mir zabrał głos.
-Poopowiadam wam parę ciekawostek o nas, co wy na to? – słychać było pisk fanek. Po minie reszty zespołu wiedziałam, że nie było to wcale zaplanowane, ale jakoś nie widać było żeby chłopaki mieli coś przeciwko temu.
-Pamiętacie tamtą dziewczynę, która na poprzednim koncercie złamała sobie nogę? To Jirayia, siostra lidera i nowa dziewczyna naszego głównego tancerza Joon’a. Wiesz Joon zazdroszczę Ci. Kochasz ją, a ona kocha Ciebie. Jesteście niesamowitą parą, dogadujecie się bez słowa i jesteście dla siebie a nie dla innych. – powiedział Mir wzdychając
-A co to ma do rzeczy? – zapytał ze śmiechem Joon
-A gdybym ja się zakochał. Eh za późno. Zakochałem się i nie widziałem innego sposobu by powiedzieć tej jednej najważniejszej osobie, że ją kocham – powiedział Mir.
Widziałam, że wyraz twarzy Yoku się zmienia, złapała pilota i już chciała przełączyć gdy usłyszałyśmy
-Yoku, kocham Cię – powiedział Mir. Zatkało nas obie. Przecież Mir i Yoku nie znali się długo, chociaż ja wierzyłam że istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia. Yoku wstała i oznajmiła
-Idę do siebie, jakbyś czegoś potrzebowała to mnie zawołaj – po czym ruszyła do naszego wspólnego pokoju. Wiedziałam, że dziewczyna się tego nie spodziewała. Mnie to tak samo zaskoczyło. Wstałam z kanapy i ruszyłam na balkon by zapalić i w spokoju poczekać na Mir’a i resztę zespołu. Odpaliłam papierosa i popatrzyłam przed siebie. Sama nie wiedziałam, dlaczego Mir był na tyle głupi i powiedział coś takiego w trakcie koncertu na wizji. Ja bym chyba Joon’a zabiła gdyby mi coś takiego zrobił.

Byłam w trakcie palenia trzeciego papierosa gdy pod dom podjechała czarna limuzyna a z niej wysiadło pięciu zajebistych chłopaków. Ruszyli w stronę domu i po chwili znaleźli się w środku.
-Mir, mógłbyś tu przyjść na chwilę? – poprosiłam dopalając papierosa. Po chwili raper pojawił się w drzwiach na balkon. Nie był zadowolony, jego twarz nic nie wyrażała. Żadnych uczyć, żadnych emocji, nic.
-Jesteś idiotą wiesz? Zamiast powiedzieć jej prosto w oczy co do niej czujesz ty musiałeś powiedzieć to całemu światu! – powiedziałam wściekła. Nie wiedziałam, że Mir jest zdolny do takich rzeczy, no tak, jak to mówią „Takie rzeczy tylko w erze”
-Wiem, twój brat wyperswadował mi to w drodze powrotnej. G.O, Thunder i Joon byli tak znudzeni że zasnęli w limuzynie. – mruknął Mir siadając naprzeciwko mnie i biorąc papierosa po czym odpalił go.
-Sorry za szczerość stary, ale po prostu wiesz, że tym razem może z tego nie wyjść happy end? – powiedziałam patrząc jak chłopak zaciąga się papierosem. Tego też się po nim nie spodziewałam, ale wszystko wychodzi w trakcie.
-Pomożesz mi? – zapytał a wręcz poprosił. No ciekawe co ja tu mogę zdziałać…
-Mogę z nią jedynie porozmawiać, ale nic nie obiecuję. Nie wiem czy cokolwiek z tego wyjdzie bo moim skromnym zdaniem i tak jest po ptakach stary – westchnęłam. Tak głupi to chyba tylko Mir jest. Westchnęłam, musiałam się zastanowić jak to wszystko rozegrać żeby nie popełnić błędu. Wiedziałam doskonale, że teraz czekają ich ciche dni, ale potem będzie lepiej. Mam nadzieję. Powolnym krokiem, o kulach ruszyłam do mojego i jej pokoju. Weszłam do środka, zamknęłam za sobą drzwi na klucz i usiadłam na łóżku.
-Yoku, wszystko dobrze? – zapytałam patrząc na nią.
-Jak on mógł być takim kretynem i powiedzieć to na wizji? Przecież znamy się parę dni, co z tego że go polubiłam, co z tego że dobrze się z nim dogaduje, on nie mógł się we mnie zakochać – stwierdziła dziewczyna. Widać było że poniekąd jest załamana. Ja bym się serio wkurwiła i nie obeszło by się bez ofiar gdyby ktoś zrobił mi taką akcję.
-Ja wiem że on jest kretynem, ale pomyśl nad tym. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? – zapytałam starając się podejść do okna i próbując otworzyć jedno ponieważ było cholernie gorąco a poza tym miałam ochotę zapalić. Dzisiaj nic nie robię tylko chodzę i palę.
-Nie ma czegoś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia – odparła dziewczyna. Będzie ciężko. Mam przed sobą naprawdę twardy orzech do zgryzienia.
-I co masz zamiar teraz zrobić? – zapytałam odpalając papierosa i patrząc na nią.
-Nie mogę zrezygnować ze współpracy z wami bo po pierwsze to się z wami cholernie zżyłam a po drugie podpisałam umowę. Jedyne co mogę zrobić to zastanowić się nad tą chorą sytuacją i na razie się nie odzywać.

I tak właśnie się stało. Przez parę dni Yoku odzywała się do wszystkich. Poza Mir’em oczywiście. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to może jeszcze potrwać. I nie byłam z tego zadowolona. Musiałam uspakajać Mir’a, że u dziewczyn takie zachowania są na porządku dziennym, ale to nie była prawda. Yoku różniła się od takiej typowej dziewczyny, i to bardzo, ale może właśnie to czyniło ją taką wyjątkową. Nie dało się ni lubić Yoku, przeważnie nie miała wrogów i starała się ze wszystkimi dogadać. Jej uśmiech był promykiem nadziei, i mówię to jako jej przyjaciółka, więc w sumie nie dziwię się że Mir się w niej zakochał. To takie metr sześćdziesiąt chodzącego szczęścia i optymizmu, ale nawet teraz to się nie zmieniło. Wydaje mi się, że Yoku zawsze będzie osobą pozytywną, nawet jak się zestarzeje.

Tak mijały sobie dni. Cały czas przesiadywałam na zmianę w pokoju Mir’a oraz moim i Yoku. Byłam ich mediatorem… Chyba tak to można nazwać. Miałam powoli tego dość. To męczyło nie tylko ich ale również mnie. Minęły cztery dni niepewności. Nikt nie wiedział co może się stać, czy w końcu podejście Yoku do Mir’a się zmieni, czy Yoku zerwie kontrakt i się wyprowadzi. Mieliśmy nadzieję że to drugie nie nastąpi bo bardzo zżyliśmy się z Yoku i zrobilibyśmy wszystko żeby tylko została w dormie, a szczególnie ja bym zrobiła wszystko co bym mogła. Piątego dnia nastąpił przełom w stosunkach między ludzkich. Ja po kłótni pogodziłam się z Joonem i Thunderem, poszło tak naprawdę o głupotę, ale spieraliśmy się przez dwa dni i staraliśmy sobie udowodnić że druga strona nie ma racji. I tym razem ja wygrałam, ale nie tylko między nami się poprawiło. Zauważyłam, że Yoku i Mir znów zaczęli gadać. Może nie były to rozmowy długie i wysokich lotów ale to powinno wystarczyć jak na razie. Później zaczęło robić się robić coraz bardziej ciekawie. Nie dość, że zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać jak ludzie, to jeszcze zaczęli razem się wygłupiać i śmiać. Z dnia na dzień między nimi zaczęło się robić coraz bardziej normalnie.

Minął tydzień od całego zdarzenia. Można by powiedzieć że wszyscy o nim zapomnieli. Poza Mirem i Yoku. Wstałam rano, jak zawsze o tej porze z kuchni dochodziły śmiechy, co oznaczało tylko jedno. Mir i Yoku robią śniadanie. Od pewnego czasu kuchnia była ich królestwem i nikt nie miał prawa nawet tam zaglądnąć, a co dopiero wejść i cokolwiek im przestawić, czegokolwiek dotknąć. Ubrałam się i ruszyłam na dół. Weszłam do salonu i nagle głosy z kuchni ucichły co mnie zdziwiło. Zawsze było tak, że Thunder i mój brat oglądali powtórki „Surowych rodziców” i „Perfekcyjnej pani domu” a z kuchni dochodził śmiech. Udałam się w tamtą stronę i stanęłam w drzwiach. Doznałam niemałego szoku kiedy zobaczyłam co tam się dzieje. Yoku i Mir całowali się. Byłam szczęśliwa z tego faktu jak nigdy dotąd. W końcu nie będę musiała latać między pokojami, uspakajać Mir’a, wpajać Yoku że miłość od pierwszego wejrzenia istnieje. W końcu byłam wolna, udało mi się doprowadzić sprawę do końca i z takiego właśnie zakończenia byłam dumna. Odwróciłam się i chciałam odejść gdy walnęłam chorą nogą o futrynę i syknęłam cicho. Miałam nadzieję, że nikt obecny w kuchni mnie nie usłyszy ani nie zobaczy, ale myliłam się.
-Nie ładnie tak podglądać – zaśmiała się Yoku.
-Ja tylko… Zrobiło się tak nagle cicho… Bałam się że zabiłaś Mir’a – powiedziałam ze śmiechem odwracając się w ich stronę. Byli uśmiechnięci, i szczęśliwi.
A właśnie to jest najważniejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz